;

Rozmowa sprzed lat: Aloe Blacc, śpiewający poeta

Aż łezka w oku się kręci, kiedy pomyśli się ile czasu musiało minąć od mojego pierwszego kontaktu z twórczością Aloe Blacc'a aż do możliwości jej doświadczenia na żywo. Nie chcę tutaj się rozpisywać o 2002 roku i premierze EPki duetu Emanon pt. "Anon & On". Było to prawie dekadę temu i widzę ten okres jak przez mgłę. Dużo lepiej pamiętam rok 2005 i wspólny album długogrający Exile'a i Egberta Nathaniela Dawkinsa pt. "Waiting Room", który wyszedł w Shaman Work. Pracowaliśmy już wtedy nad portalem wersalka.com i promowaliśmy w Polsce hip-hopowy wajb wydobywający się z ciepłej Kalifornii. Wtedy nikt z nas nie wiedział nic o przyszłości web 2.0, ale wszyscy mieliśmy konta na myspace.com i nawiązywaliśmy kontakt z kim się dało. Aloe w 2005 roku był praktycznie nie znany na świecie, a ci co go kojarzyli znali go głównie z rapowania. W czasie, gdy Aloe dopiero zaczynał śpiewać, w Polsce znała go zaledwie garstka zapaleńców. Nie mieliśmy pojęcia, że jeszcze przed wydaniem drugiego solowego krążka, cały świat będzie podziwiał tego gościa za przebój "I Need A Dollar". Mieliśmy nosa, szczególnie Paweł Głogowski, który wtedy nawiązał kontakt z Nathanielem. Wymyśliliśmy pytania aktualne jak na przełom 2005 i 2006 roku i oto co nam wtedy Aloe powiedział.

Rozmowa z Aloe Blacciem, śpiewającym poetą... 


W zeszłym roku, nakładem Shaman Work, pojawiła się płyta duetu Emanon pod tytułem „The Waiting Room”. Została przyjęta przez słuchaczy bardzo pozytywnie. Jak podchodzisz do niej dziś?

Aloe: Właśnie przesłuchałem „The Waiting Room” i ponownie stwierdzam, że wciąż lubię ją taką jaka jest. Exile i ja dojrzeliśmy przez te wszystkie lata, robiąc razem muzykę i długo czekaliśmy na wydanie pełnego albumu. Wydanie “The Waiting Room” było w tamtym czasie najlepszym sposobem na zaprezentowanie naszej muzyki, która ukazuje naszą przeszłość i przyszłość.  
Czy tytuł ma oznaczać, że jest to produkcja leniwa, do odpoczynku?

Aloe: Tytuł „The Waiting Room” odnosi się do życia, które jest poczekalnią do kolejnych etapów, mających nadejść. Muzyka na tej płycie odzwierciedla rzeczy, które robimy w czasie naszego życia, czekając na nadejście kolejnych celów: miłości, świętowania, filozofii itd. Tytuł krążka został zaczerpnięty z nazwy jednego z utworów na albumie, który, tak jak wspomniałeś, ukazuje odprężające, gładkie brzmienie duetu Emanon.

Emanon - Six Million Ways


Nagraliście dobrą płytę, gracie razem koncerty, ale jak doszło do Waszej współpracy? Od jak dawna tworzycie razem muzykę?

Aloe: Spotkaliśmy się w 1995 roku. Exile był członkiem grupy grafficiarzy, do której należało kilku moich znajomych. Zapoznali mnie oni z Exilem, a że tworzył on właśnie swój mixtape i szukał do projektu mc, to nawiązaliśmy trwalszy kontakt. Od tego czasu do dnia dzisiejszego tworzymy razem muzykę.  

Jak związaliście się z wytwórnią Shaman Work?

Aloe: Parę lat temu spotkałem Merlina, współzałożyciela Shaman Work. Nagraliśmy razem kilka utworów. Kiedy rozpoczął budowę wytwórni, stwierdziłem, że dobrze by było wydać pierwszy album Emanon właśnie tam. Wynikało to przede wszystkim z dobrych kontaktów osobistych między mną a właścicielami.  

Przedtem nagrywaliście niezależnie, nie byliście związani z żadną wytwórnią. Dlaczego? 

Aloe: Exile i ja zawsze nagrywaliśmy muzykę niezależnie, bo tylko tak wiedzieliśmy, jak to robić. Sami płaciliśmy za wszystkie koszty związane z wydawnictwem. Pochodzimy z terenów gdzie nie było wytwórni a na Zachodnim Wybrzeżu wydawanie muzyki niezależnie to pewna tradycja.  

Szykujecie kolejny wspólny album czy jesteście pochłonięci własnymi, solowymi produkcjami?

Aloe: Oboje skończyliśmy własne solowe albumy. Mój został wydany przez Stones Throw i nazywa się „Shine Trough”. Krążek Exile’a natomiast nosi tytuł „Dirty Science” i ukazał się dzięki Sound In Color. Niedługo zaczynamy pracę nad nowym albumem Emanon. Exile ma mnóstwo świetnych bitów, a ja wiele ciekawych pomysłów na słowa.   

Aloe Blacc - Arrive



No właśnie, Aloe wydałeś właśnie swój solowy album, który nosi tytuł „Shine Through”. Większość muzyki wyprodukowałeś sam, ale pojawiły się także bity od Madliba, Oh No i J.Rawlsa. W jakim klimacie, w takim razie, jest utrzymany ten krążek?

Aloe: Produkuję muzykę odkąd poznałem Exile’a. Nigdy jednak nie dzieliłem się nią aż do 2003 i 2004, czyli czasu wydania mojej solowej Ep-ki. „Shine Trough” to eklektyczny mix gatunków i dźwięków z różnych stron moich inspiracji i muzycznych podstaw.  

Łatwo zauważyć, że odchodzisz od typowego rapowania, na rzecz śpiewu. Która forma jest Tobie bliższa?

Aloe: Na dzień dzisiejszy, większą radość sprawia mi śpiewanie. Jest dla mnie bardzo interesującym, to iż mogę, dzięki śpiewaniu wyrazić o wiele więcej i łatwiej w porównaniu do rymowania. Obecnie, moje ulubione utwory, to te, które posiadają silny przekaz, piękną melodię i świetne instrumentarium. Uwielbiam śpiewać, większość kawałków, które stanowią dla mnie jakąś inspirację są bardzo melodyczne.  

Poruszasz często temat kobiet. Jak dużą rolę odgrywają one w Twoim życiu? Są one źródłem Twoich inspiracji?

Aloe: Nagrałem bardzo wiele utworów – około 500. W dużej części poruszany jest temat kobiet, ale nie we wszystkich opowiadam o płci pięknej. Zaledwie kilka kawałków z repertuaru Emanon dotyczy kobiet. Z pewnością na „Shine Trough” znajdziecie pozycje poruszające tematykę, dotyczącą związków. Kobiety na pewno są dla mnie inspiracją, ale nie najważniejszą. Inspiracje przychodzą z naprawdę wielu stron. Może to być śpiew ptaka, ale także płacz dziecka. Równie dobrze może to być dźwięk samochodów na autostradzie, jak i po prostu świecące słońce. Moim celem jest poruszanie jak największej ilości tematów w muzyce, którą tworzę.

Jak wspominasz współpracę z Jazz Liberators? Czy jest szansa, że jeszcze kiedyś pojawisz się na bitach francuskich producentów? Czy kawałek, który razem nagraliście został wykonany w stylu Foreign Exchange, czyli na odległość?

Aloe: Byłem na trasie koncertowej w Europie, a mój dobry kolega Eastoar pomógł mi w nawiązaniu kontaktu z Jazz Liberators. Poszedłem do ich studia, gdzie napisałem swoje słowa i razem nagraliśmy materiał. Było to wspaniałe przeżycie. Są to bardzo utalentowani i skromni ludzie. Byłoby miło nagrać w przyszłości coś więcej z tymi muzykami.  

Pytanie w sumie do Exile’a, ale może i Tobie uda się na nie odpowiedzieć. A mianowicie, jak dobrze wiesz, Exile wyprodukował kawałek na nowy album Mobb Deepa. Polscy słuchacze odbierają przyłączenie się nowojorczyków do G-Unit jako „zdradę” prawdziwego hip hopu. Jak postrzegają to amerykańscy słuchacze?

Aloe: W niektórych przypadkach niezależna scena hip hopowa uważa to za coś strasznego, ale ja uważam, że to dobry znak, iż komercyjni wykonawcy zaczynają zwracać uwagę i szanować bardziej podziemne produkcje. Jeżeli nadal będą tak robić, to może za kilka lat uda im się przywrócić najlepszy hip hop, jak ten z lat ’90.  

Jak odbierasz zachodzące w hip hopie zmiany? Nie denerwuje Cię, że to już nie zajawka lecz przemysł? 

Aloe: Hip hop rośnie. Część pozostanie komercyjną bestią, a część rozwinie się w inne, nowe formy ekspresji i dźwięki. W jakimś stopniu wielki biznes sprawia, iż niezależna scena umacnia się i staje się lepsza. Byłoby kłamstwem mówienie, że nie jesteśmy w jakimś stopniu zaangażowani w wielki biznes. Ale to nie zmienia faktu, iż bardziej skupiamy się na samej muzyce niż na pieniądzach jakiego z tego wynikają.  

Na koniec powiedz, kiedy będziemy mogli Was zobaczyć w Europie?

Aloe: Postaramy się przyjechać w drugiej połowie 2006 roku. Ja będę promował swój solowy album „Shine Trough” a Exile swój – „Dirty Science”.  

Ostatnie słowa…

Aloe: Dziękuję wszystkim słuchaczom, którzy zawsze wspierali Emanon. Zaczynamy iść w nowe ekscytujące kierunki, także bądźcie z nami w czasie gdy my będziemy się rozwijać. Sprawdźcie nasze strony internetowe i bądźcie w kontakcie. Będę dodawał co jakiś czas nowe utwory. Sprawdźcie - www.aloeblacc.com i www.djexile.com

Wielkie dzięki!

Miguel Atwood-Ferguson Ensemble - "Deliver the Word" feat. Aloe Blacc


Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić Was do Palladium 9-tego listopada, bowiem za sprawą agencji Good Music Nathaniel zagra w Polsce. Musicie tam być. Widziałem zaledwie improwizującego Aloe w Berlinie na Do-Over i powoli zaczynam sobie wyobrażać co stanie się w Warszawie. Będzie ogień!